Bieganie po cesarce


Ciąża i poród to wielkie wyzwanie dla organizmu kobiety. Cesarka natomiast nie jest naturalnym porodem, to poważna interwencja chirurgiczna. Kiedy można wrócić do sportu po cesarce? Każdy organizm jest inny, nie ma więc jednej recepty, którą można zastosować u każdego. Czym kierować się przy powrocie do aktywności pełnej aktywności? Rozsądkiem. 



Ciąża z moim synem przebiegała z problemami, nie było mi lekko. Mniej więcej od połowy ciąży musiałam jak najbardziej ograniczać chodzenie, ponieważ rozchodziło się przedwcześnie spojenie łonowe, co oprócz strasznego bólu, mogło spowodować problemy ze stawami biodrowymi. Ten problem oraz zbyt wąska miednica całkowicie wykluczyły poród naturalny. Ja, osoba bardzo aktywna, musiałam spędzać czas w domu do rozwiązania, długie pięć miesięcy. Na narodziny czekałam więc jak na zbawienie. A gdy było już po wszystkim i minął połóg, pełna nadziei kupiłam nowe rzeczy na czas wracania do właściwego rozmiaru. Podczas wizyty kontrolnej usłyszałam od lekarki prowadzącej: bieganie za cztery miesiące.
Z gabinetu wyszłam spocona, z płaczem. Wówczas to było dla mnie jak wyrok. 
Nie dyskutowałam z tym. Ciało musi wrócić do siebie. Układ kostno-stawowy musi poradzić sobie z szybkim ubytkiem masy podczas porodu. Zbyt wczesny powrót do aktywności sportowej może spowodować problemy z kręgosłupem i ze stawami, na które przed porodem działa relaksyna. To hormon działający rozluźniająco na stawy i więzadła.
Cesarskie cięcie to jednak bardzo poważna operacja. Przed porodem wydawało mi się, że po prostu rozetną brzuch, zszyją i już. Dwa dni i po sprawie. Bolesna świadomość rozciętego ciała, wszystkich powłok brzusznych i mięśni, szybko uświadomiła mi jednak, że to coś innego niż rany, które znałam – nawet głębokie skaleczenia. Tutaj nie ma żartów, powłoki muszą się zrosnąć, blizna zabliźnić.
Co zatem robić w czasie, gdy nie można biegać:

  1. Spacer
    Codzienny minimum dwugodzinny spacer, od spokojnego tempa do szybkiego marszu. Pomoże powoli wrócić do aktywności w bezpieczny sposób. Nie bez znaczenia jest korzyść dla niemowlaka. Zawsze, nawet w zimie, trzeba mieć przy sobie butelkę wody! I oczywiście popijać.

  2. Ćwiczenia wzmacniające nogi, ręce, grzbiet – wykonywane w domu. Naprawdę wystarczy 15 minut dziennie, a szybko nadejdą rezultaty! Liczy się konsekwencja i spokojne, dokładne wykonywanie ćwiczeń. Nie można się początkowo przesadnie rozciągać – relaksyna krąży.

  3. Siłownia
    Wykupiłam karnet na 6 miesięcy z góry na pobliską siłownię. Trener ustawił mi zestaw ćwiczeń, które wzmocnią całe ciało, nie angażując mięśni brzucha. Nie polecam ćwiczeń na własną rękę. Można nabawić się kontuzji źle wykonując ćwiczenia, wykonując ćwiczenia niewłaściwe lub przyjmować zbyt duże obciążenia. W większości dobrych klubów są trenerzy, którzy profesjonalnie poprowadzą ten specyficzny trening. Obciążenia muszą być dawkowane bardzo powoli.
  1. Rower stacjonarny lub spokojna jazda na rowerze w plenerze.
    Jazda na rowerze była dla mnie wybawieniem. Poczucie wolności i radości, jaką dawały mi przejażdżki, odganiała ode mnie poporodowy babyblues, który czaił się w każdym kącie. Syna urodziłam na wiosnę – to był wspaniały czas na rower. Obecnie jeżdżę rowerem do pracy okrągły rok i polecam. Trzeba się odpowiednio ubrać i dopóki jest sucho, można śmiało pedałować.

Te wszystkie ćwiczenia przygotują ciało do powrotu do biegania, nie będzie szoku dla organizmu, bólu, a przede wszystkim kontuzji.
Gdy więc minęły 4 miesiące i założyłam biegowe obuwie... szokiem było dla mnie, jak niska jest moja biegowa kondycja po tym czasie. Moja standardowa 6-kilometrowa trasa, na której zdzieram buty od lat, była wyzwaniem nie do pokonania. Z pierwszego treningu wróciłam z płaczem, rozgoryczona i zła.
Za szybko zaczęłam za długi odcinek, za bardzo chciałam poczuć się, jak wcześniej, przed ciążą. Polecam więc spokojne marszobiegi na początek. Stopniowe skracanie marszu na rzecz ciągłego biegu i wreszcie bieg ciągły ze stopniową intensyfikacją tempa. Zupełnie jak przy początkach biegania. Bo to jest nowy początek.
Pocieszające jest to, że przy odrobinie wytrwałości i samozaparcia postępy przyjdą błyskawicznie. To jest ten wspaniały okres, kiedy wyniki poprawiają się lawinowo, z tygodnia na tydzień. To przynosi prawdziwą satysfakcję. Zachęcam też do prowadzenia dziennika lub prostych notatek z treningu w kalendarzu – to daje siłę i motywację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger