Mokra robota - o nietrzymaniu moczu


fot. Marek Bogdoł - 2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Po ciąży stanęłam przed palącym mnie wewnętrznie dylematem – biegać i narażać się na ciekawskie, kpiące spojrzenia, czy nie biegać, odpuścić, zająć się czymś zupełnie innym. To był dla mnie bardzo trudny czas, jednak jestem dowodem na to, że nietrzymanie moczu można powstrzymać.




Dlaczego ja?

Winna była przede wszystkim ciąża, przez którą mięśnie dna miednicy stają się słabe i nie spełniają swojej funkcji. Zatem nie tylko poród jest powodem – ja miałam cesarskie cięcie, a problem mnie nie ominął. Nie mogłam też być w ciąży aktywna, co przyczyniło się do jeszcze większego osłabienia mięśni. Znacznie przybrałam na wadze, zmagałam się z uporczywymi zaparciami... słowem było mi bardzo ciężko. Wszystko to odbiło się na moim układzie moczowym.
Po treningu biegowym wracałam zmoczona niemal do kolan – to było dla mnie upokarzające a poczucie, że nie jestem w stanie zapanować nad swoim ciałem było dla mnie druzgocące.
Problem pojawiał się przy dużym obciążeniu treningowym – biegi prędkościowe, interwały, podbiegi i zbiegi. Mogłam więc albo truchtać na krótkich dystansach, albo odpuścić.
Nie wybrałam żadnej z tych możliwości.

Krok pierwszy – pokonaj wstyd
Z wypiekami na twarzy szłam do apteki po wkładki absorbujące mocz. Było mi straszliwie wstyd. Na szczęście spotkałam wspaniałą, starszą farmaceutkę, która niepytana powiedziała, żebym się nie przejmowała, że z jej obserwacji wynika, że zmaga się z problemem grubo ponad połowę kobiet, a niemal wszystkie po porodzie i ciąży. Zrozumienie i akceptacja tego było mi trzeba.
Niestety wkłady – bardzo przypominające grube podpaski – choć rewelacyjnie chłonne, mają swoje minusy. Przy długich dystansach obcierają pachwiny do krwi (powyżej 10 kilometrów). Niestety nie da się w nich długo biegać, ale można wykonać podstawową jednostkę treningową bez taryfy ulgowej. Nadto dają poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, że mijany właśnie człowiek nie widzi plamy na moim tyłku...

Krok drugi – działanie na wielu frontach
Problem trzeba zaatakować wieloaspektowo – jednocześnie pracować nad kilkoma aspektami życia. Poprawa przyjdzie szybciej niż się można tego spodziewać, a wypracowane nawyki będą służyły wiele długich lat.

  1. Konieczna redukcja wagi
    Trzeba pilnować wagi, a gdy jest potrzeba zredukować ją do właściwej. Nie ma innej drogi. Nadmiar kilogramów fatalnie wpływa na organizm pogłębiając problemy z wysiłkowym nietrzymaniem moczu. Trzeba wzmacniać wszystkie partie mięśni, mocniej przykładać się do mięśni brzucha.
  2. Odzież na początek
    Obowiązkowo funkcyjne czarne spodnie i wkładki. Nie polecam bawełny, ponieważ chłonie wilgoć, przykleja się do ciała, nie schnie. Na czarnych technicznych spodenkach absolutnie nic nie widać. Dla większej pewności można na getry nałożyć czarne szorty. Na kolory przyjdzie jeszcze czas.
  3. Dieta
    Odpowiednia, zbilansowana dieta zawierająca wszystkie niezbędne składniki mineralne oraz błonnik jest absolutną podstawą. Trzeba uregulować wypróżnienia – unikanie zaparć jest tutaj naprawdę kluczowe.
  4. Treningi
    Nie wolno wychodzić na trening z pełnym brzuchem. Ja staram się zaczekać minimum dwie godziny, a czasem to nie wystarczy i czekam trzy. Ciężki, pełny brzuch oraz pełne jelita oznaczają kłopoty.
  1. Ćwiczenia dna miednicy
    Kurczenie i rozkurczanie mięśni Kegla – to potrafi zdziałać cuda. Ćwiczenia należy wykonywać dokładnie i powoli, początkowo jedna seria po 10 skurczy. Stopniowo można zwiększać ilość powtórzeń i serii. To ćwiczenia proste i można je wykonywać wszędzie, jednak nie podczas oddawania moczu! Najważniejsza jest systematyczność.
  1. Napoje
    Przede wszystkim nie należy rezygnować z nawadniania organizmu! Nie można przestać pić podczas treningu czy zawodów. Początkowo trzeba odstawić kawę i zieloną herbatę przed treningiem – działają moczopędnie. To się kończy katastrofą. Po wzmocnieniu mięśni można wrócić do kawy. Sama przed treningiem czy zawodami do bułki z miodem wypijam czarną kawę, ale zawsze na dwie godziny przed startem. Potem tylko woda i odpowiednia ilość wizyt w toalecie, dokładnie trzy. W ogóle uważam, że warto mieć swoje rytuały. Psychika na trasie jest bardzo ważna, więc jeśli do poczucia komfortu jest potrzebna jeszcze jedna wizyta w toalecie, nawet piąta – trzeba wyjść z domu wcześniej i postać pod toi-toiem.
  2. Warto ogólnie dbać o układ moczowy – unikać infekcji, nie przeziębiać się, nie wychładzać. Trzeba pić minimum 2 litry wody mineralnej dziennie. Woda naprawdę działa cuda.
  3. Pomoce różnorakie
    Na rynku jest dostępny suplement diety wspierający walkę z nietrzymaniem moczu. Warto poczytać skład – niewiele ponad witaminy. Staram się unikać pseudoleków i suplementów diety, ale kupiłam go. Czy coś pomogło? Na pewno psychika zaczęła działać, poczułam, że zajmuję się zagadnieniem kompleksowo. Kupiłam też kulki gejszy – warto pójść do sklepu, a nie kupować przez internet. Mają bowiem różne rozmiary, zaczynać trzeba zawsze od najmniejszego. Godzinny spacer z dzieckiem z kulkami daje świetne rezultaty.
  4. Gdy problem nie ustępuje – marsz do lekarza. To żaden wstyd być chorym. Nietrzymanie moczu skutecznie się leczy – lekami na receptę lub zabiegami chirurgicznymi. Nie warto odbierać sobie marzeń przez wstyd.

Gdy miałam ten problem początkowo zamknęłam się w sobie, brakowało mi wsparcia i zrozumienia, czułam się zupełnie opuszczona i zdradzona przez swoje ciało. Cena za macierzyństwo wydała mi się zbyt wysoka. Gdy pewnego razu uciekłam z trasy zawodów, mokra i upokorzona, postanowiłam działać.

Ostatni krok – nie odpuszczaj
Samo bieganie nie powoduje problemów z nietrzymaniem moczu. Nie pogłębia go.
Pogłębia go nadwaga, zła dieta, nadmiar kofeiny, brak ćwiczeń... Jestem dowodem na to, że regularne ćwiczenia oraz regularne treningi pomagają pokonać nietrzymanie moczu.

W tej chwili problem nie występuje, ale nie odpuszczam ćwiczeń, pielęgnuję dobre nawyki. Czuję się pewnie, nie stosuję żadnych wkładek. Mimo wszystko ćwiczę mięśnie Kegla codziennie. Pamiętam, że zdrowie nie jest mi dane raz na zawsze. Warto o tym pamiętać.


Na koniec dwie sprawy.
Nigdy nie patrzę dziewczynom na tyłki. Nie widziałam nigdy plamy z moczu na spodenkach. Nikt na to nie zwraca uwagi. Ludzie na zawodach są spoceni, walczą ze sobą, ze swoimi ciałami. Spotkałam tak wiele różnych sytuacji i nikt się nie śmiał. Sportowcy rozumieją. Wszystkie moje lęki, wszystkie kpiące spojrzenia, które na sobie czułam – to był tylko wymysł mojej głowy.

I dziewczyny, nie jesteście same. 

----
Tekst powstał w oparciu o moje doświadczenia po cc, a każdy przypadek jest inny. Pamiętajcie, że  nie stanowi porady lekarskiej i nie może jej zastępować.

Post został doceniony i opublikowany na portalu dla biegających kobiet - Biegaczki.pl
http://www.biegaczki.pl/zdrowie-bieganie/artykul/mokra-sprawa-o-nietrzymaniu-moczu. 
Zapraszam!

Zdjęcie Marka Bogdoła ze strony www.drogadotokio.pl  gdzie można przeczytać świetną relację z 2. PZU Półmaratonu Królewskiego. Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger