O motywacji



Dużo czytam o bieganiu. Strony biegowe na portalach społecznościowych atakują mnie zdjęciami i motywującymi hasłami, od których czasem zęby bolą. Nie motywuje mnie to ani trochę do działania, mam dość pustych utartych sloganów. 




Jestem matką małego dziecka. Syn ma obecnie 20 miesięcy i od tygodnia zdarza mu się, podkreślam – zdarza mu się, przespać całą noc. 


To trenowanie w warunkach ekstremalnych. Dziecko zazwyczaj w tym wieku budzi się dwa razy w nocy i trzeba je nakarmić, przytulić, ponosić, odłożyć spać. Zresztą przed szóstą i tak jest już gotowe do zabawy.
Potem szybko, szybko nocnik, szybko, szybko śniadanie, ubieranie, szybko, szybko do żłobka. A potem do pracy na osiem godzin. I szybko, szybko do domu, obiad i spędzić z małym chociaż trochę czasu, zanim pójdzie spać. Po całym dniu zakładam buty i idę biegać. A potem prysznic i chociaż chwilę dla męża, zanim padnę nieprzytomna, by wreszcie spać, choć wiem, że ten sen nie przyniesie mi odpowiedniej regeneracji.
Dlatego planuję wprowadzić treningi przed pracą, zanim syn się obudzi. Będę musiała kłaść się spać razem z nim, wstać przed wschodem słońca. Nie wiem, czy mi się uda, ale nie chcę zabierać mu czasu ze mną. W ciągu dnia jest go przecież tak mało.

Podziwiam zawodowych sportowców, podziwiam też amatorów, którzy mogą poświęcić się swojej pasji, odnoszą sukcesy. Mogą pracować w domu, albo nie muszą pracować wcale. Trenowanie wówczas musi być czystą przyjemnością. Zazdroszczę im straszliwie. Zazdroszczę im szczególnie wówczas, gdy o 22 po moim roboczym dniu powłóczę nogami między 6 a 7 kilometrem i jedyne, co czuję, to frustracja.

Moje plany treningowe przerywa szpital, katary, kaszle, przerywa też grypa jelitowa, która dopada nas regularnie co kilka miesięcy i ta bezlitosna sztafeta niestety nie omija nikogo. Trzy dni chorowania sprawia, że przez dwa tygodnie wracam do formy.

Zatem przepraszam, ale wszyscy sportowcy, wyczynowcy, trenerzy personalni – nie jesteście dla mnie bohaterami, nie jesteście dla mnie wzorem, nie motywujecie mnie. Nie mierzę tak wysoko, nie mogę spoglądać tak daleko.

Matki z wózkami, z małymi dziećmi, zapracowani ojcowie, zapracowane matki, wszyscy pełnoetatowi pracownicy, którzy wychodzą biegać późnym wieczorem, gdy dzieci zasną wreszcie w łóżeczkach, albo ci wstający bladym świtem, by tylko wyrwać kilka chwil na trening – to są moi bohaterowie.

Widzę was. Chapeau bas!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger