II Lisiecki Półmaraton - pagórki i pierogi


Po całym tygodniu pięknej, słonecznej pogody nadszedł deszczowy, pochmurny i zimny weekend, podczas którego miał się odbyć II Lisiecki Półmaraton. Pogoda na szczęście się ustabilizowała, nie padało, a lekki chłód i chmury sprawiły, że warunki były idealne do biegania. 


Obszerna relacja zdjęciowa na Fotofast.eu


Wzgórki i pagórki

Trasa Lisieckiej połówki nie należy do najłatwiejszych. Jest dość pagórkowata i choć nie są to wielkie wzniesienia, dały porządnie w kość. Szczególnie trudnym odcinkiem półmaratonu jest wzniesienie rozciągające się przez około dwa kilometry od ok. 18 kilometra. Wcześniejsze liczne podbiegi i zbiegi były do połknięcia, ale ostatnie kilometry rzeczywiście były trudne. Trasa wymagająca, ale przez to ciekawa i dość malownicza. Szczególnie odcinki wzdłuż wałów Wisły okazały się urokliwe.

Moją bolączką podczas tego biegu były domostwa okolicznych miejscowości, do opalania których używano ogumienia, mebli na wysoki połysk lub innego paliwa rakietowego. W kilku miejscach nie dało się po prostu oddychać. Na to jednak organizatorzy nie mieli żadnego wpływu.
Całość trasy dobrze oznakowana, dużo wolontariuszy na całej jej długości, bardzo dużo różnego rodzaju służb – można było czuć się komfortowo i bezpiecznie.

Miejsce – do ponownych odwiedzin

Biuro zawodów znajdowało się w Centrum Edukacyjnym Radosna Nowina 2000 w Piekarach. Łatwy dojazd, dużo miejsc parkingowych, ciekawy ośrodek. Dużym plusem była otwarta hala sportowa, gdzie zawodnicy i kibice mogli się schronić, choć nie było tam wiele atrakcji poza jednym stoiskiem i dudniącą muzyką. W środku szatnie, natryski, toalety – niczego istotnego nie zabrakło. Szkoda, że nie dopisała pogoda, mój mąż z synkiem chętnie skorzystaliby z placu zabaw i ładnie zagospodarowanego terenu znajdującego się wokół obiektu, niestety cała zabawa skończyła się w kałuży. Ośrodek Fundacji im. Ks. Siemaszki robi jednak imponujące wrażenie. Do pełni szczęścia od organizatorów zabrakło zajęć dla dzieci. Piłki, kartony i kredki – w zasadzie cokolwiek – byłoby bardzo mile widziane.
Na pewno jeszcze tam przyjedziemy. A dla tych, którzy nie zwrócili uwagi jadąc z Krakowa – polecam bacznie przyjrzeć się zabytkowym wodociągom. Kompleks Wodociągów na Bielanach w lutym skończył 115 lat! Budowa tych pięknych, ceglanych obiektów trwała d 1898 do 1900 roku i była to największa i najkosztowniejsza naówczas inwestycja. Polecam przy tej okazji wybrać się na XVIII Małopolskie Dni Dziedzictwa Kulturowego, podczas których 21-22 maja na terenie wodociągów na Bielanach będzie można dowiedzieć się wiele ciekawego o tym wciąż działającym obiekcie, a przy okazji go zwiedzić.

Co dobrego dla formy?

Wracając jednak do półmaratonu. To mój start treningowy i testowy przed Cracovia Maratonem. I jestem bardzo zadowolona z wyniku. Czas 1:44:28 na mecie, moje samopoczucie podczas biegu oraz taktyka jego rozegrania (reżim tempowy, który udało mi się utrzymać) w na tej trasie uważam za sukces. Dzięki ćwiczeniom wyeliminowałam ból ramion i karku, który stopował mnie podczas mojej ostatniej połówki, nie wrócił też problem z mięśniem gruszkowym, w nogach czułam lekkość i moc, a w płucach sporo zapasu. Podbiegi i ćwiczenia na siłę biegową mam jeszcze do dopracowania jako zadanie domowe, bo oczywiście mogło być lepiej.

Na ten start przygotowałam sobie żele do przetestowania, ale ze strachu nie skonsumowałam ani jednego. Uczyłam się jednak korzystać z każdego bufetu, piłam sumiennie przy każdym stoliku. Żele zostawiam na spokojny trening.

Same plusy

Atmosfera podczas biegu była fantastyczna, dużo zabawy i śmiechu oraz miła pogawędka z Anią z dobczyckiej drużyny, którą tutaj mocno pozdrawiam!

Do plusów zaliczam jeszcze naprawdę smaczne pierogi. Jestem łasuchem i lubię słodkie, więc jak nigdy zjadłam posiłek regeneracyjny. Truskawki, ser, słodka śmietana – miła odmiana od klusek z mielonką lub ciężkiego grilla, od którego zwykle trzymam się z daleka.

Zdecydowanie bardziej od dużych masowych imprez w Krakowie interesują mnie kameralne biegi za miastem. Biorę udział w krakowskich imprezach, ale bez przesadnego zachwytu (w tym roku zrezygnowałam z Marzanny właśnie ze względu na „obieganą” trasę). Lisiecki Półmaraton więc to malownicza, ciekawa, inna i wymagająca trasa, szansa na coś nowego, a jednocześnie łatwa możliwość dojazdu. Właśnie te aspekty sprawiają, że tego typu biegi są dla mnie bardzo atrakcyjne.
W tym wypadku też absolutnie nie można narzekać na organizację.

A jako wisienka na torcie – spersonalizowany medal. Czy można chcieć więcej? Jeśli zdrowie dopisze, widzimy się za rok!



7 komentarzy:

  1. Ciekawy opis, nie wiedziałem o wodociągach.
    Medal prawie taki sam, jak rok temu :) tyle, że lepiej widać czyj jest, bo rok temu nazwisko było wycięte, nie nadrukowane.
    Mam pytanie:mięsień gruszkowy jakoś ćwiczysz, rozciągasz? Coś konkretnego pomogło, czy przeszło samo z siebie? Też czasami mi dokucza.

    Rok temu udało się bieg połączyć z festynem w ośrodku i było co robić będąc kibicem, ale termin był inny (24 maj bofajże), szkoda, że w tym roku się nie udało. Zresztą pogoda nie zachęcała do spacerów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      W sprawie gruszki: trafiłam do świetnego fizjoterapeuty (też biegacza) w Tarnowie, gdzie za badanie, "skasowanie" błędu oraz sugestie, jak ćwiczyć zapłaciłam bardzo niewiele. Mogę podać namiar.
      Ważne, aby ćwiczenia wykonywać bardzo wolno i dokładnie. Te ćwiczenia robiłam wcześniej, ale zbyt szybko, co nie przynosiło dobrych efektów. I ważne - rozciągać na wiele sposobów po każdym treningu biegowym i siłowym. Długo liczyłam, że przejdzie samo, ale tylko regularne wzmacnianie i rozciąganie przyniosło efekty. Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Niestety ja mam inne wrażenie na temat tego biegu. Też lubię kameralne biegi, bo takie sprzyjają fajnym wynikom i atmosfera inna i biegacz nie jest taki anonimowy. Jednakże organizator trochę nie podoba się. Było zakończenie cyklu i nie wywiązał się z postanowienia regulaminu, zamiast statuetek za cały cykl w kat. wiekowych były śmieszne nagrody w postaci mapek. Do tego, żeby nie było chociaż pucharku w OPEN? Dziwna sprawa. Fakt, trasa spoko, wymagająca i przede wszystkim dobrze pomierzona! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tych mapkach. To jednak dotyczy całego zeszłorocznego cyklu. W tym roku zaplanowałam przebiec całość "Biegam w Małopolsce", zobaczymy jak będzie. Może organizator zadba o lepsze uhonorowanie najlepszych w generalce? Puchar - oczywiście ważna sprawa. Zupełnie o tym nie pomyślałam! Może dlatego, że to całkowicie poza moim zasięgiem? :) Ale zgadzam się - puchar, nawet mały, wydaje się oczywisty. A tu klops. Dzięki!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Już jest! Zapraszam do lektury, mój wierny czytelniku :)

      Usuń

Copyright © 2016 Ściana , Blogger