Murakami o bieganiu


O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu Murakamiego pierwszy raz czytałam sześć lat temu. Biegałam już wtedy dużo, ale nie brałam udziału w zawodach. Bardzo prawdopodobne, że to ta lektura rozbudziła moje marzenia (choć bardziej wewnętrzną potrzebę) o przebiegnięciu maratonu. Teraz przeczytałam ją ponownie, gdy swój pierwszy maraton mam już za sobą i jestem starsza o wiele doświadczeń. I wiem, że będę do tej książki wracać.





Mam kilku pisarzy, których czytam bez względu na wszystko. Czytam wszystko, zachłannie, od razu, oblegam przedsprzedaże. Jednym z nich jest właśnie Murakami. Pierwszą książką, jaką przeczytałam było „Norwegian Wood”, jedna z niewielu jego realistycznych powieści. Zachwyciłam się początkowo okładką, genialnej według mnie graficzki – Agnieszki Spyrki, która zaprojektowała całą serię okładek Murakamiego (Między innymi oczywiście – w swoim dorobku ma setki wspaniałych prac. Agnieszka Spyrka, szalenie utalentowana graficzka, projektantka, ilustratorka książek niestety przedwcześnie odeszła po długim zmaganiu z chorobą, mając zaledwie 34 lata).

O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu to książka, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie, wrażenie, które pogłębiało się z każdą powieścią Murakamiego, którą czytałam. Jest to dla mnie proza egzotyczna, z zupełnie innego świata, którego często nie pojmuję, a jednak tak bardzo bliska. Murakami posługuje się znanym mi kodem kulturowym, czytaliśmy te same książki, słuchaliśmy tych samych płyt, i po tym moście owego „znajomego” wprowadza w realia swojego świata, do odległej Japonii i światów, które kreuje sam.
Jest wielu krytyków Murakamiego, wśród osób w mojej branży także. Sam Murakami ma tego świadomość, wie, że dla wielu nie jest artystą. Nie potrafię i nie chcę orzekać, na ile jest to kandydat na literackiego Nobla, czy to powieści dla kobiet, czy dla mężczyzn, są pełne filozofii czy są dla amatorów tanich wzruszeń. Jestem poza tą dyskusją. Jego książki są dla mnie ważne i zawsze są wydarzeniem. A O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu to książka osobista, pamiętnik, w którym ten wycofany i zamknięty w sobie człowiek opowiada o tym, co jest dla niego istotne, co jest częścią składową jego życia. Jest więc ta niewielka pozycja dla mnie dużą inspiracją i książką, w której splatają się moje dwie pasje – do literatury i do biegania.

W zdrowym ciele zdrowy duch
Z dużym zdziwieniem przeczytałam recenzję Justyny Sobolewskiej, którą lubię, cenię i czytuję, w Polityce. Nie zgadzam się z ani jednym zdaniem, zaczynając od zarzutu, że „nie jest to pełnowymiarowa autobiografia”, ponieważ nigdzie, w czy na książce, nie ma słowa o autobiografii. To pamiętnik, zresztą luźno pisany, zbiór notatek o doświadczeniu, jakim jest bieganie w życiu pisarza. Autorka recenzji oczekiwała zapewne smaczków, osobistych historii, życiowych dramatów, skandali. Być może wówczas Murakami w jej oczach by nie stracił. Podsumowanie tej notki: „Cóż, Murakami traci, bo trudno o coś bardziej nudnego niż zwierzenia fanatyka zdrowego życia” zupełnie dla mnie rozmija się z prawdą i wygląda na to, że autorka ów tekstu po prostu książki nie przeczytała. Co zresztą trafnie podsumowali komentujący recenzję. 

Na co komu japoński spleen
Murakami, owszem, nie jest Bukowskim czy Fitzgeraldem, je ryby, warzywa, biega i zdrowo się odżywia. O czym mówię... to zapiski z lekcji, jakie odebrał przez całe swoje biegowe życie. To książka o zmaganiu się ze słabościami, z ciałem, które się starzeje, które powoli się rozpada, i o próbach pogodzenia się z tym. Nie ma tam lamentowania, nie ma utyskiwania na taką a nie inną konstrukcję świata, jest potrzeba wprawiania ciała w ruch, by jak najdłużej było w formie. Jest aktywność, podążanie za marzeniami, jest życie zgodnie z własną, wewnętrzną potrzebą.
Murakami jest dla mnie osobiście bliski. Jest samotnikiem, potrzebuje samotnego biegania, gdyż to pozwala zachować mu zdrowy balans w swoim życiu. I o tej samotności, o zmaganiu z samym sobą pisze najwięcej. Jest dla mnie coś kojącego i porywającego w tej opowieści. Murakami jest lakoniczny, oszczędny, fakty i informacje okrasza niewielką ilością komentarza, zawsze jednak w punkt. Jest to książka dość refleksyjna, wspomnieniowa. Murakami w jedyny dla siebie sposób opisuje okoliczności przyrody różnych biegów, swoje własne doświadczenia. Jest w tej prostocie magia i jest spokój rozlewający się jak wielka niespiesznie płynąca rzeka. Tego spokoju i tej magii szukam w życiu i w moim bieganiu. Dlatego O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu stała się dla mnie bardzo osobista (między innymi, nie bez znaczenia jest nawiązanie do zbioru opowiadań Carvera O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości).

Cierpienie jest wyborem
Nie jest to książka o rywalizacji, nie ma tam porad treningowych, planów, skrzętnie podawanych osiągnięć. Czy więc jest to książka dla każdego? Ciężko mi ocenić. Na pewno jest to książka dla fanów Murakamiego, bez względu na to czy już biegają, jeszcze nie biegają, albo w ogóle nie mają takiego zamiaru. Jest to też książka dla biegaczy, pokazująca, że w bieganiu nie zawsze chodzi o wynik, że to filozofia na całe życie. Filozofia prostoty, słuchania siebie, prób zmagania się ze swoim ciałem, ale też traktowania się z łagodnością i zrozumieniem, i filozofia radości wreszcie. I nie ma tu motywujących haseł, jakimi zasypują obecnie portale biegowe, które osobiście wprawiają mnie w głęboką konsternację. Murakami prócz maratonów ma na koncie triathlon, bieg na 100 km, biegi wysokogórskie. Dla mnie to zestaw wyzwań do podjęcia. Niewiele rzeczy motywuje i inspiruje mnie tak, jak ta nudna historia o biegającym pisarzu, „fanatyku zdrowego życia”.
Podczas mojego pierwszego maratonu dużo myślałam o tej książce. I było to fantastyczne doświadczenie. W głowie kołatała mi mantra: „Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem.” i zrozumiałam wreszcie głębię tych zdań. Bo można przecież biegać, żeby jeść więcej ciastek, biegać dla wyniku, biegać, bo to modne, biegać, żeby coś, komuś, sobie udowodnić, biegać, bo się lubi, ale można też przez to bieganie żyć. I to żyć lepiej, pełniej, prawdziwiej, a nade wszystko zgodnie ze sobą i ze światem.










Haruki Murakami
O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu
Przekład: Jędrzej Polak (z angielskiego)
Wydawnictwo: MUZA SA
Warszawa 2010 r.

2 komentarze:

  1. Trzeba się za to zabrać, kiedy skończę czytać Carvera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ci się spodoba. Może też poczujesz maratoński zew! :-)

      Usuń

Copyright © 2016 Ściana , Blogger