Fascynujące ultrawariactwo


Szczęśliwi biegają ultra Magdaleny Ostrowskiej-Dołęgowskiej i Krzysztofa Dołęgowskiego bardzo szybko wzbudziła entuzjazm w środowisku biegaczy i została okrzyknięta biegową książką 2015 roku. Postanowiłam podejść do tej książki... jak do książki, do historii, którą ktoś chce mi opowiedzieć, fabuły, którą czytuję zawodowo i prywatnie. Nie do książki napisanej przez  t y c h  Dołęgowskich.


Trudne początki
Pierwsze pięćdziesiąt stron było dla mnie jak przedzieranie się przez bagniste pole. Czytałam po kilka stron opowieści „od kołyski” i odkładałam, zrezygnowana, że nie dam rady, nie przeczytam. Raził mnie kolokwialny, czasami nieco wulgarny styl Magdy pełen nieefektownych powiedzonek i podwórkowych metafor, lekko przegadany. W książce można znaleźć też trochę błędów gramatycznych i składniowych. Oddechem były dla mnie znacznie lepsze, potoczyste, smakowite ustępy Krzyśka, które bilansowały całość na tyle, że postanowiłam napierać i nie odłożyłam książki na półkę „kiedyś przeczytam”. Książka pisana jest na zakładkę – raz pisze Magda, raz Krzysiek.
Przebrnęłam i nie żałuję, bo tuż za tymi kamienistymi początkami wyłoniła się fantastyczna historia dwójki ludzi, którzy swoimi doświadczeniami i przeżyciami mogliby obdzielić kilka biurkowych żyć.


Świt na szlaku
Kolejne ustępy to historia rajdów terenowych, które swój najlepszy czas mają już za sobą. Następnie można przeczytać o środowisku biegów ultra w Polsce, o najpopularniejszych i najbardziej wymagających górskich biegach ultra, o najlepszych biegaczach, o wynikach. Dołęgowscy brali udział w wielu prestiżowych startach, mieli okazję poznać wspaniałych zawodników, porozmawiać z nimi, trenować – wszystko zostało więc przedstawione w pierwszej ręki, szczerze, bez owijania w bawełnę. Autorzy opowiadając o wyścigach, o innych biegaczach, przyjaciołach, inspiracjach, wyzwaniach, imprezach, snują opowieść o swoim życiu, które z górami scaliło się i zapiekło na dobre. 



Czytając Szczęśliwych... można poczuć, jakby wraz z autorami przemierzało się najtrudniejsze szlaki, marzło nocą, można poczuć ból stóp i zachwyt wschodem słońca. Książka jest niezwykle sugestywna i plastyczna, mimo oszczędności środków i typowo gawędziarskiej narracji. W toku opowieści można zauważyć, że autorzy zadomowili się w tej książce, rozpisali, opowiadają z prawdziwą swadą. Nie jest to idealny styl, ale w trakcie lektury przestaje to mieć znaczenie. To ich styl. Ich historia. A ta broni się sama i nie potrzebuje wyszukanych metafor i rozbudowanych zdań, zabiegów stylistycznych i całej teorii literatury. Książka opowiada o miłości do biegania, o miłości do gór, o niewyobrażalnej pasji, która sprawia, że można dokonać czegoś z pozoru niemożliwego.



Wziąć odwet
To bardzo motywująca książka. Motywująca do tego, żeby podążać za swoimi marzeniami, jakkolwiek wyświechtane jest to hasło. To nie są postacie zza oceanu, niedostępni herosi, to mieszkająca w Warszawie para, której udaje się żyć tak, jak sobie wymarzyli, którzy każdego dnia udowadniają, że warto robić coś, co się kocha. Mnóstwo w tej opowieści kryzysów, potężnych i trudnych do przebrnięcia. Biegacze schodzą z trasy, zupełnie pobici, zdruzgotani, obolali... ale coś każe im podnieść się i walczyć dalej, wziąć odwet nawet za najgorsze manto. Te historie to motywacja pierwszej próby, bez lukrowanych haseł wklejanych na stockowe zdjęcia. Co jest największą siłą tej książki? Myślę, że szczerość. To bardzo szczera historia, pisana kilometrami wydeptanymi po różnych traktach, litrami wylanego potu i tym, co czyni spełnionym, co daje satysfakcję.

Dla kogo?
To książka obowiązkowa nie tylko dla biegaczy górskich. Jestem przekonana, że każdy biegacz znajdzie tam coś dla siebie, choć nie ma tam prostych recept i porad, planów treningowych. Są prawdziwe doświadczenia, są wzloty i upadki, są „dołęgowskie” sposoby na taktykę startu, na przygotowania, na kryzysy. Są bezcenne wskazówki dla zawodników poszczególnych zawodów, wzięte z życia, sprawdzone. Jest też radość, olśniewające momenty, które można przeżyć, uczucia, zachwyty, jest przyjaźń. Coś czego próżno szukać wśród tabel i cyfr. Coś na wagę złota.

Po przeczytaniu całości książki można wyraźnie dostrzec, jak bardzo autorzy się od siebie różnią i jak dobrze uzupełniają, jak zgranym są zespołem. Nie ma tutaj ckliwości i taniego sentymentalizmu, ale po lekturze nie zostaje nawet cień wątpliwości, co tę parę scala i cementuje. I choć w książce próżno szukać prostych rozwiązań, wyraźnej zachęty, to jednak jest w tej opowieści jakaś siła. Po każdej stronie miałam ochotę zakładać buty i biec, poczuć choć namiastkę tego, co dla autorów jest codziennością. I to jest ta niezwykła moc Szczęśliwych...

Czytając recenzje i opinie o książce małżeństwa Dołęgowskich spotkałam się z opinią, że w tej książce uderzający jest egoizm. Nie do końca się z tym zgadzam. Czy autorzy są egoistyczni, bo zdecydowali się na takie życie, na inwestowanie w siebie, swoje pasje? Nie mają dzieci? Moim zdaniem nie każdy musi mieć potomstwo, ba, nie każdy powinien je mieć. I nie ma w tym wiele z egoizmu. Zazdroszczę autorom tego życia, wolności, braku zobowiązań, nocy na szlaku, ale nie nazwałabym ich egoistami. To nie jest moja sprawa, kto ma, a kto nie ma dzieci, kto jak żyje. Mam swoje do przeżycia, zdecydowałam się na dziecko świadomie i nie zamieniłabym się. Czy czyni mnie to mniejszym egoistą? Wątpię. Jestem w innym momencie życia niż para Dołęgowskich, o coś innego mi chodzi, a mimo wszystko mam do nich szacunek i zyskali sobie dużo mojej sympatii za to, że zaprosili mnie do swojego świata i tak bez ogródek go pokazali. I inspirują mnie, motywują, pokazują mi coś, czego nie znałam, dowiedziałam się z tej książki bardzo wiele.

Podsumowując. Można się przyczepić do stylu książki, potknięć językowych, do tego, że całość jest nierówna, że z mott rozdziałów w wielu przypadkach naprawdę lepiej byłoby zrezygnować, a końcówka jest nieco nużąca. W przypadku tej książki nie jest to jednak najistotniejsze. Na pewno będę do tej opowieści wracać i bardzo się cieszę z wydanych na nią pieniędzy. Mam cichą nadzieję, że te kilka groszy pomoże Magdzie i Krzyśkowi zrealizować kolejne, nawet najbardziej szalone, marzenie. Będę im kibicować.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska, Krzysztof Dołęgowski
Szczęśliwi biegają ULTRA
Wydawnictwo Galaktyka
Łódź 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger