Czasem słońce, czasem słońce – o zawodach letnich

Nie bez powodu najważniejsze zawody w Polsce rozgrywane są wiosną oraz jesienią. Warunki pogodowe wówczas są sprzyjające bieganiu, ryzyko, że coś pójdzie nie tak jest niemal minimalne. Bieg podczas deszczowej pogody lub w chłodzie nie stanowi zagrożenia dla biegaczy takiego, jak upał. Miesiące typowo letnie – czerwiec, lipiec i sierpień – mimo wszystko obfitują w imprezy biegowe. Czy warto brać w nich udział?

 

Uff jak gorąco!
Podstawowym problemem w lecie jest oczywiście temperatura. W Polsce warunki pogodowe są zmiennie, zdarzają się lata, w których lato jest chłodne i deszczowe, niemniej z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że upały nadejdą. Bieganie w upale to prawdziwe ryzyko. Naprawdę nietrudno o odwodnienie, które w najlepszym wypadku sprawi, że wynik będzie znacznie gorszy od zamierzonego. Może się skończyć jednak dużo poważniejszymi problemami. Dlatego zawsze trzeba mieć przy sobie wodę. Nawet na krótki trening. Organizatorzy zapewniają nawodnienie na trasie, ale warto być przygotowanym też we własnym zakresie. Druga ważna sprawa to nakrycie głowy. Najlepiej białe, z przewiewnego materiału. Warto też zadbać o odpowiedni strój – lekki, przewiewny, odprowadzający wilgoć. Jak przeżyć start w upale? Dużo pić – wody i izotoników, założyć, że czas będzie gorszy od życiówki, polewać głowę i kark wodą, by się schłodzić, korzystać z kurtyn wodnych, jeśli organizator zapewnił taką ochłodę. A nade wszystko bacznie obserwować swoje ciało – jeśli pojawią się niepokojące objawy (osłabienie, znacznie przyspieszony oddech, kołatanie serca, dreszcze, jakikolwiek sygnał, że coś jest nie tak) – koniecznie trzeba zejść z trasy i poczekać w cieniu na służby medyczne. A jeśli takich nie ma, bezwzględnie poprosić o pomoc współzawodników.

Jak wybrać start?
Nie brałam udziału w startach letnich do tej pory. Wyjątek robiłam dla Biegu w pogoni za żubrem w Puszczy Niepołomickiej, ze względu na zacienioną trasę i chłodny mikroklimat puszczy. W tym roku wzięłam jednak udział w Summer Run, co przypłaciłam lekkim udarem cieplnym... Choć muszę przyznać, że bieg był świetnie przygotowany. Teraz skusiłam się na II Wierzchosławicki Leśny Półmaraton. Bieg odbywał się 21 sierpnia, trasa wiodła w dużej mierze przez las. Znam trochę ten teren, liczyłam, że będzie przyjemny, leśny, chłodny klimat. Niestety mocno się przeliczyłam, gdyż około połowa dystansu była w pełnym słońcu... Mordercze, długie ciężkie ekspozycje na palące słońce w zenicie. Temperatura to około 30 stopni w cieniu. Start zaplanowano na 11:00... To  przepis na piękną katastrofę.

A chłopaki grają w piłę!


Nauczona nieco tym doświadczeniem postanowiłam zebrać w jednym miejscu ważne sprawy, które koniecznie muszę mieć na uwadze wybierając jeszcze kiedyś letni start.

  1. Gruntowna analiza trasy – ile będzie ekspozycji na pełne słońce. Najlepiej zrobić trening po trasie zawodów, ale nie zawsze jest taka możliwość. Można więc zapytać organizatorów, albo ubiegłorocznych zawodników –  by wiedzieć, czego mniej więcej się spodziewać. (Ja tego nie zrobiłam... niestety)
  2. „Będzie ciężki warun”  – biegowa mantra wzmacniająca psychikę przed startem. A dla ciała – koniecznie wziąć ze sobą bidon z wodą lub izotonikiem, nawadniać się przed startem.
  3. Analiza punktów z wodą. Jeśli, jak w przypadku Wierzchosławickiego Półmaratonu zaplanowano 3 punkty z wodą, gdy prognozy mówiły o upale – oznacza to, że będzie źle. I tak też było tutaj, wody było dramatycznie mało. W tych warunkach punkty nawadniania powinny być co 3,5 km. Organizatorzy reagując na warunki pogodowe często decydują się na to, by ustawić więcej stołów. Tutaj tego zabrakło. Jakby nie izotonik w bidonie, który miałam ze sobą, nie ukończyłabym tych zawodów.
  4. Kontakt z organizatorami, żeby dowiedzieć się, ile i jakie służby będą zabezpieczały imprezę. W Wierzchosławicach na całej trasie półmaratonu widziałam jeden radiowóz policyjny. Zawodnicy się rozciągnęli, więc większą część dystansu biegłam sama. I nie była to komfortowa sytuacja. Brak służb motywował do biegu, bo przeczuwałam, że w razie czego nie będzie miał mi kto pomóc.
Do ogólnej porażki organizatorów Wierzchosławickiej połówki przyczyniło się jeszcze to, że tylko jedna osoba wydawała pakiety startowe. Jak nietrudno się domyślić – nie poradziła sobie z tym zadaniem i biuro zawodów, które miało być zamknięte o 10:30, pracowało do 11:20. Wówczas wreszcie zawodnicy mogli wystartować. 20 minut bliżej południa. W upale. Praktycznie bez wody.

polanka - grillowisko


Już na linii startu czułam się lekko odwodniona – czekaliśmy na polanie od 10:30. W ustach już było sucho, a po przyjęciu płynów od razu chlupotało w brzuchu. To był zły znak. W rezultacie półmaraton w pełnym słońcu, w rzadkim lesie, zamiast być przyjemnością, był dla mnie walką o przeżycie. Widząc ów jedyny radiowóz miałam ochotę na niego napaść, zagrozić jakimś badylem i bezwzględnie zażądać odwiezienia na metę. Chciałam też się położyć w rowie i po prostu czekać na zamykający stawkę samochód. Ogólnie nienawidziłam siebie i biegania tak mocno, że obiecywałam sobie, że nigdy więcej. Nigdy wcześniej nie miałam takich kryzysów, musiało być więc nieciekawie.


Widziałam ludzi przede mną, którzy co chwilę przechodzili do marszu. Zawodników nie wyglądających na piknikowych biegaczy. Smutny był to widok. Kilka osób, które minęłam pytało, czy wiem, kiedy będzie woda, czy daleko jeszcze. Jednej dziewczynie dałam się napić ze swojego bidonu i poważnie zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, że zostawiłam ją za sobą.




Dobiegłam totalnie zdruzgotana, z czasem gorszym od życiówki o 7 minut (1:51:40). Dało to ostatecznie 2 miejsce w kategorii wiekowej (K2) oraz 6 miejsce wśród kobiet, niemniej nie miałam radości z tego wyniku. Szybko się zmyliśmy z tej imprezy. Moje podium zostało puste.
Wróciłam do domu z tym jakże zaskakującym „medalem” w postaci kuchennej łopatki...

Oczywiście wiem, że są osoby, które lubią letnie starty. Może przygotowują się do Matathon des Sables? Ja do nich nie należę i w przyszłym sezonie obiecuję wrócić do swojej starej zasady: lipiec, sierpień = zakaz startów. Obym wytrzymała...




I na koniec jedno pytanie. Otrzymałam takie oto coś... Ktoś wie, do czego to może służyć??

Medal - łopatka na sznureczku oraz tajemniczego przeznaczenia sprzęt...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger