Startowy jet-lag – jak radzić sobie z runner blues?

Dużo mówi się o tym, że bieganie jest lekiem na zły nastrój, endorfiny działają antydepresyjnie, biegacz jest zdrowy, wysportowany i szczęśliwszy niż przeciętny zjadacz chleba. I ciężko się z tym nie zgodzić. Mimo tych fantastycznych korzyści i prawdziwie zbawiennego wpływu biegania na cały organizm, czasem dotyka mnie rodzaj biegowego smutku i dojmującej tęsknoty.

Smutno, pusto, po co?


Depresja?
W mediach biegowych spotykałam się z określaniem biegowego zjazdu depresją. To duże nadużycie. Depresja jest dobrze opisaną jednostką chorobową i łatwo można znaleźć wszelkie informacje na jej temat. Postartowego smutku zdecydowanie nie nazwałabym depresją.  Ja to odczuwam jako potężne obniżenie nastroju, rozbicie psychiczne, tęsknotę za minionymi zawodami, za atmosferą. Głęboki żal, że biegowe święto już się skończyło. Dopada mnie zazwyczaj po zawodach i to z większą siłą po zawodach udanych, z których jestem zadowolona. Zapewne ma to związek z tym, że sukces na mecie okupiony jest wielkim wysiłkiem, z którym mój organizm musi sobie jakoś poradzić.
Paradoksalnie prościej jest mi pozbierać się po zawodach, które nie poszły. Wówczas uruchamia się myślenie motywacyjne, rzeczowa analiza błędów, budzi się chęć poprawy i pracy nad sobą. Zaczynają swędzieć nogi i już wracam na biegowe ścieżki. Zła, rozgoryczona, przegrana, ale nie smutna.


Staram się nie dopuszczać do totalnego rozkładu, ale nie zawsze mi się udaje. Smutek przychodzi do mnie zazwyczaj około 24 godziny po zawodach i zdarza się, że towarzyszy mi kilka dni. Pojawia się, gdy opadnie euforia, przeszukam wszystkie galerie zdjęć, gdy skończą się wspomnienia i opowieści znajomych, przeczytam kilka relacji ze startu, zaczyna skradać się do mnie pustka. Pustka tym bardziej dojmująca, że przyprawiona wyrzutami sumienia. Mam wspaniałą rodzinę, pracę, potrafię sprawić sobie przyjemność, jestem zdrowa. I coś mi się udało przecież! Ale pustka przychodzi i rozpycha się w mojej głowie, kokosi się i rozsiada na długie godziny.

Skąd ten stan?
Zawody są dla mnie świętem. Zawsze były. Spędzam długie godziny na treningach i przygotowaniach. Czekam na nie, dużo czytam o każdym biegu, analizuję strategię, planuję. Cieszę się i zawsze nie mogę się doczekać. Zawody mnie motywują, lubię atmosferę na starcie, to ładuje moje baterie. Zapewne cały runner blues można wytłumaczyć fizjologicznie, lekkie odwodnienie, wycieńczenie, zrealizowany plan i brak następnego. Jedno się skończyło, drugie nie zaczęło. Pustka. Nie znoszę tego uczucia i najchętniej bym się go pozbyła.

Co zatem robię, żeby nie popłakiwać po kątach, nie zatruwać życia domowników przewlekłą chandrą?

  1. Dbam o nawodnienie i zjadam żele na długich startach. Nie czuję przypływu energii podczas zawodów od wsysania węglowodanów, ale zdecydowanie lepiej czuję się za linią mety. Szybciej dochodzę do siebie.
  2. Cieszę się ze startu jak najdłużej. Nawet jeśli nie jestem z siebie zadowolona przypominam sobie fajne momenty, ładne fragmenty trasy, miłe zmęczenie tuż za metą, jakieś rozmowy i żarty, coś co mogę zapamiętać. I przypominam sobie o tym w chwili, gdy czuję, że skrada się smut.
  3. Szybko po zakończeniu zawodów zjadam zdrowy, ale lekki posiłek regeneracyjny.
  4. Pozwalam sobie na drzemkę w ciągu dnia. A w nocy się wysypiam.
  5. Przez dwa dni po zawodach staram się położyć do łóżka o 21 z książką (tak, nad tym punktem muszę jeszcze popracować).
  6. Idę na rower!
  7. Piszę relację z biegu.
  8. Planuję coś. Następny start, artykuł, obiady dwa dni do przodu.
  9. Dzień po starcie idę się rozbiegać, lekko, regeneracyjnie, najlepiej w towarzystwie – by poczuć choć namiastkę biegowej wspólnoty.

Muszę przyznać, że choć uwielbiam zawody, to tęsknota za nimi, rodzaj nostalgii to dla mnie najtrudniejszy do przejścia moment. Nie potrafię sobie z tym smutkiem do końca poradzić. Powrót to normalnego życia, do pracy, proza i szarość czasem mnie przytłaczają. To jak powrót z wakacji. Biegowy jet-lag.

A wy? Macie jakiś sposób na zjazd po zawodach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger