Prawdziwa bajka Disneya – McFarland, USA

Zupełnie nieoczekiwanie nastał listopad. Zrobiło się ciemno, zimno, deszczowo. O lecie zdążyłam już zapomnieć, a do świąt jeszcze daleko. Nie chce się niczego i z nikim, najlepiej zostać w domu, pod kocem. Na taki właśnie stan warto zaaplikować sobie McFarland, USA.

Familijny
Wyprodukowany przez Disneya, wyreżyserowany przez Niki Caro film z 2015 roku opowiada o trenerze szkolnej drużyny footballowej, który na skutek swojego błędu musi zmienić pracę. Wraz z żoną i dwiema córkami trafia do McFarland w Kalifornii. To dość nieciekawe, niewielkie miasteczko zamieszkane przez emigrantów z Meksyku. Miasteczko, z którego każdy ma ochotę się wyrwać i nigdy nie wracać. W roli trenera – Jima White'a –  nieźle się starzejący Kevin Costner. Podejmuje się on pracy jako nauczyciel przyrody i wychowania fizycznego w szkole średniej w McFarland, bo nie ma innego wyboru. Szybko jednak okazuje się, że nie jest w stanie trenować footballu z obecnym trenerem, a miejsce, w którym się znalazł, to niebezpieczna dziura gdzieś na zapomnianym końcu Ameryki.



Uprzedzenia
Pierwsza noc rodziny White'ów jest straszna – przyjeżdżają do miasteczka emigrantów, gdzie ciężko poczuć się bezpiecznie – po ulicach kręcą się podejrzane grupy wyrostków wyglądających na młodzieżówkę mafii, w restauracji kelnerka nie mówi po angielsku i nie serwują nic innego poza meksykańskimi specjałami. Słowem – mały Meksyk w najgorszym wydaniu. Stereotypowe myślenie podpowiada więc, że to nie jest bezpieczne miejsce do życia dla rodziny, a z całą pewnością nie dla dorastających córek. Bohaterowie przekonują się jednak, że ich pierwsze wrażenie było krzywdzące, że za każdym obcym stoi człowiek – posiadający swoją rodzinę, przyjaciół, pracę, pasję. Człowiek, który kogoś kocha, czegoś się boi, do czegoś dąży. I owszem, jest w tym filmie mnóstwo oczywistości, scenariusz jest przewidywalny, w końcu to film familijny, ale jest w tym obrazie siła, która mnie prawdziwie ujęła.

Finisz!

Trener
Kevin Costner grający Jima White'a jest po prostu genialny w tej roli. Wciąż przystojny i interesujący, w filmie mający wręcz idealną rodzinę – piękną żonę i córeczki, sam jednak jest niedoskonały. I jako ojciec, i jako trener. To z jego winy rodzina zostaje zesłana do McFarland, niewielkiego domu w prawdziwie nieciekawej okolicy. Jim White planuje, że szybko się wyniesie, dostanie lepszą pracę i w końcu zapewni żonie i córkom godne warunki. Okazuje się, że prawdziwe spełnienie nie przyniosła mu lepsza posada, wielki dom, piękna okolica, pensja. Nie był widocznie stworzony do amerykańskiego footballu i wielkiego miasta. Dostrzegł, że jego podopiecznych w kiepskim liceum w McFarland czeka coś więcej niż zakład karny. Odnalazł dom w bliskich, sąsiedzkich relacjach mieszkańców małego miasteczka, wśród prawdziwych przyjaciół. Miał grupkę oddanych chłopców, którym pokazał, że lepszy świat jest na wyciągnięcie ręki.
Wspaniale ogląda się prawdziwie głęboką relację trenera i swoich wychowanków. White zadał sobie trochę trudu, poznał tych chłopców, zobaczył, jak żyją, pracował z nimi przy zbieraniu owoców. I choć ten obraz może wydawać się nieco wyidealizowany, to jednak jest dużej mierze prawdziwy. Film oparty jest bowiem na faktach. Jim White naprawdę przez wiele lat trenował grupkę nastolatków ze szkoły średniej w McFarland do stanowych zawodów w biegach przełajowych.

trener z drużyną


Amerykański sen?
Amerykańskie kino lubi historie o bohaterach, o kopciuszkach, o biednych, pokrzywdzonych ludziach, którym się udało spełnić swój amerykański sen. Lubi też gwiazdy, sukcesy, blichtr i sławę, spektakularne kariery.

A to jest film o chłopcach, o których nikt się nie troszczy, których przyszłość ma dwie drogi: albo tę wydeptaną przez rodziców-zbieraczy albo zakład karny. To zwykłe dzieciaki, które muszą łączyć naukę z pracą w polu. Jest więc to kino małego bohatera, zwykłego człowieka, który dzięki determinacji, uporowi i ciężkiej pracy dochodzi... do normalności. Dla nich studia, normalna praca (np. w szkole, sklepie) stała się prawdziwym sukcesem. Więc nie są to spektakularne kariery, nie stali się bogaczami z pierwszych stron gazet. Udało im się wygrać kilka zawodów stanowych, udowodnić, że są wartościowi i niezwykle utalentowani, dzięki czemu zdobyć zwykłe, dobre życie. I to w tym filmie urzekło mnie najbardziej.

Na stronie History vs Hollywood można obejrzeć realne zdjęcia Jima White'a i jego drużyny.

Kevin Costner i prawdziwy Jim White


Podsumowując, to nie jest film o biegaczach tylko dla biegaczy. To wspaniałe kino, pełne wzruszeń, motywacji i walki. Pokazujące, że nie ma rzeczy niemożliwych, że sport jest fantastycznie uniwersalny. Może to patetyczne, może na wskroś amerykańskie, przewidywalne... Ale ci chłopcy naprawdę żyli w McFarland. I spełnił im się ich amerykański sen.

Chłopcy pierwszy raz widzą ocean - bardzo wzruszająca scena.


Przedstawiony w filmie pokaz determinacji, uporu i walki jest niezwykle motywujący i poruszający.
To też bardzo ciepły film, pełen humoru i mądrości wynikającej z najprostszych prawd.
Słowem – idealny na jesienną pluchę lub roztrenowanie.
Trzeba zobaczyć.


Na początek oficjalny trailer:





McFarland, USA
reż. Niki Caro
USA 2015
Mayhem Pictures
Walt Disney Pictures






Fotosy:  Mayhem Pictures Walt Disney Pictures








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Ściana , Blogger